Teoria Wolnego Chodu, czyli spokojne zwiedzanie- Londyn

Nie mogę zrozumieć jak udało mi się do tej pory uniknąć podróży do Londynu. Dlaczego pierwszy raz dotarłam tam dopiero teraz? Może z wrodzonej przekory, przecież jestem z pokolenia które przeprowadziło Polski Desant na Wyspy. Dziesięć lat temu jeździli tam wszyscy Znajomi, Krewni i Przyjaciele. Wyjazdy do pracy, na zakupy, na wystawy, projekty, na życie po prostu. Przesiedleńcom rodziły się i rosły, dzieci i firmy. Coraz rzadziej ktoś wracał. A mi cały czas nie było po drodze.W tym roku okazało się jednak że wymówki się skończyły. Londyn od Paryża jest rzut beretem, zapakowaliśmy Stwory do samochodu i ruszyliśmy. Autostrada, tunel, autostrada i Londyn. Hop, siup w 4 godziny.I od razu pożałowałam że przyjechałam tak późno. Londyn jest super.

Teraz jak każdy internetowy ekspert czuję się zobowiązana do napisania postu na temat zwiedzania Londynu. A co mi tam napiszę na temat zwiedzania ogólnie

mapa_londyn

Teoria Wolnego Chodu (z dziećmi)-Londyn

Wolny Chód -styl zwiedznia i wypoczynku. Jest to połączenie różnych modnych Slow (patrz Slow Food), Wolnego Chowu, wrodzonego lenistwa i zamiłowania do szwędania się i przygody oraz odrobina praktyki rodzicielskiej

Spacer Pierwszy. Chcemy zobaczyć Londyn, złapać klimat, zobaczyć kilka zabytków, oswoić trochę nowe miasto. Na opis największych atrakcji nie będę siliła odsyłam do profesjonalnych przewodników. Skupię się na stylu zwiedzania 🙂
Miasto jest piękne, wielkie i pełne atrakcji które interesują dorosłych a które dzieci mają w nosie i vice versa. Trzeba znaleźć złoty środek.

1

Start Metro Tower Hill. Doki św. Katarzyny, Twierdza, ciasteczka na ławce. Zwiedzając z dziećmi raczej unikaj zwiedzania muzeów. Samych muzeów nie omijaj, są tam za zwyczaj fajne kawiarnie i czyste toalety. Jest wyjątek od tej zasady, jedziemy do wybranego muzeum na wybraną wystawę, wchodzimy, oglądamy wychodzimy koniec. To są z stanie przeżyć. I jeśli nie rozciągniemy niepotrzebnie czasu zwiedzania będzie im się nawet podobało. Eksperymentalnie sprawdzone na Stworach i Kumplach w Luwrze, lubią tam chodzić ale po dwóch godzinach zawsze mają dosyć. Jeśli muzea i wystawy to polecam krótkie wycieczki z precyzyjne wybranym celem. Zrób rachunek sumienia, czy w wieku dziesięciu lat lubiłeś muzea? Teraz nawet nie dają filcowych kapci do ślizgania się.

2 Spacer brzegiem Tamizy – dosłownie. Z tego co zrozumiałam opcja nie zawsze dostępna trzeba poczekać na odpływ. Radość i zabawa chociaż wymaga od rodziców zaciśnięcia zębów. Można puszczać kaczki, znaleźć skorupę, stary but i mnóstwo „niewiadomoczego”. Jak wiadomo, dzieciom do szczęścia potrzebna jest woda lub błoto. Może dlatego że życie narodziło się w oceanach a człowiek do 15 roku życia to bardziej kijanka niż żaba.  Jeśli planujesz odpoczynek w czasie zwiedzania zadbaj o to żeby w pobliżu znajdował się zbiornik wodny lub przynajmniej duża kałuża.Minusem eksplorowania brzegów Tamizy był unoszący się nad dziećmi lekki, rybi smrodek. Smrodek ciągnie się też za skarbami więc warto mieć ze sobą  zapas  foliowych woreczków.

3. Tate Modern – kawa, czekolada, ciastko i toaleta. Nie zwiedzamy wystaw, chcemy zobaczyć miasto i zgodnie z punktem pierwszym nie możemy zamęczyć dzieci.Zawsze musisz wiedzieć gdzie jest najbliższa toaleta. Inaczej spotka cię sroga kara. Nie ma nic gorszego niż „Muszę do toalety” wyszeptane do Twojego ucha w nieznanym Ci mieście. Bardzo przydatne są aplikacje typu Toilet Finder w ostateczności szukamy stacji metra, kawiarni albo, ta dam, muzeum.

4

Przekąska. Bardzo ważny punkt. My doładowaliśmy się na czymś w rodzaju targu z Szybkimi Daniami. I zjedliśmy Hot Dogi z polską kiełbasą i kiszoną kapustą. Był też bigos. Londyn to zaprawdę tygiel kulturowy. Dla dzieciaków które kiełbasę widziały ostatnio w sierpniu było to prawdziwe święto.

W trakcie szwędania się z dziećmi unikaj restauracji z białymi obrusami. Za długo, za drogo, za dużo wysiłku muszą włożyć to żeby być grzecznym. Postaw na przyjaźnie wyglądające Szybkie Jedzenie.

Nie ufaj gwiazdkom Trip Advisora większość z nich przyznają Amerykanie a oni nigdy nie widzieli surowej marchewki. Sardynki z polecanej przez Trip restauracji w Honfleur próbowały mnie zamordować przez kolejne dwa dni. Najgorszy Bad Trip w moim życiu

Nie wchodź do miejsc przed którymi stoi Naganiacz. Zjesz Lokalne Danie z Mrożonki.Dobrze jest poszukać czegoś wcześniej w internecie raczej na blogach niż na portalach z ocenami, ale przez to możemy się niepotrzebnie stresować tym że musimy gdzieś się śpieszyć. To tylko jedzenie a my nie jesteśmy jurorami Michelina. Jeśli znajdziemy wcześniej jakiś fajny adres na super jeśli nie szukajmy najbliższej budki z przyzwoicie wyglądającymi przekąskami, pizzą. We Francji bezgranicznie ufam przewodnikowi Fooding, mają świetną aplikację i nigdy nie żałowałam wyprawy do polecanej przez nich knajpy.

Wyjątkiem jest oczywiście sytuacja kiedy idziemy właśnie do TEJ restauracji, zjeść właśnie TO danie znalezione w TYM przewodniku, na TYM blogu. Wtedy jednak lepiej rozważyć zostawienie dzieci w domu.

5Zdjęcie z misiem Paddingtonem. Bo Felek lubi tego misia i swojego misia Bartka ubrał na wyjazd do Londynu tak żeby Paddingtona chociaż troszkę przypominał. Nie przesadzaj z ilością zdjęć. Serio. Nie ma nic smutniejszego niż 2500 selfie z przypadkowym, zabytkowym oknem w tle. Nigdy nie obejrzysz tych zdjęć, nikt ich nie obejrzy, nigdy ich nie wydrukujesz i prawdopodobnie zginą przy kolejnej wymianie kompa na nowszy model. Fotografuj to co cię naprawdę interesuje. Nie masz obowiązku prowadzenia inwentaryzacji budynków zwiedzanego właśnie miasta. Kompulsywne fotografowanie jest jak bulimia. Dotyczy to także fotografów. Dobrym ćwiczeniem jest wyobrażenie sobie że zabieramy na wyjazd filmy (klisza fotograficzna liczy 24 albo 36 klatek) powiedzmy trzy na weekend. 3×36=108. Tyle prywatnych zdjęć przywiozłam z Londynu. Plus dwie rolki związanych z projektem który realizuję. Zrobiłam ostrą selekcję po zgraniu zdjęć da dysk.

6

Horse Guards. Konie robiące kupę na chodnik. Ubaw po pachy. Możesz stawać na głowie cytując życiorys poety uwiecznionego na mijanym po drodze pomniku a dzieci i tak zapamiętają konie robiące kupę na chodnik. Albo coś równie fantastycznego. Jak Tata oblał się kawą, Mama stłukła szklankę w ciastkarni, był taki pan który niósł wielkie pudło, taki park z kaczkami, i wiewiórcze truchło na chodniku. Do wyboru do koloru bo to jest właśnie Londyn, tu się żyje. Nie znaczy to że nie należy korzystać z przewodników ani zaprzestać opowiadania o tym co widzimy. Ważne żeby nie przesadzać, wiedzieć kiedy przestać epatować naszą wiedzą(świeżutką prosto z Wikipedii) i elokwencją. Zamilknąć w nadziei że pojawią się pytania.  Nawet jeśli miałoby to być pytanie o to dlaczego martwa wiewiórka jest szara a te nasze są rude. Większość dzieci to ciekawskie stwory i naprawdę chcą wiedzieć.

7

Buckingham Palace, pot i łzy. To był kres naszego spaceru.  Ponad osiem kilometrów. Zmęczenie materiału było duże więc pałac minęliśmy w locie. Zarejestrowałam tylko że stoi w parku i przy placyku a w głowie miałam nie wiedzieć czemu obraz pałacu wciśniętego między inne budynki. Ale to pewnie wina starych filmów o Sherlocku kręconych w studio.

Podążając trasą narysowaną na mapie można zobaczyć sporo żelaznych punktów londyńskiego zwiedzania.  Tower of London, Tower Bridge i dużo innych mostów, replikę Teatru Szekspira, Tate Modern,  krążownik HMS Belfast, Downing Street, Dwa Fajne Parki, Buckingham Palace  i wiele innych. Martwych wiewiórek nie mogę zagwarantować, pewnie jednak je czasami sprzątają.

My spacerowaliśmy po Londynie z doskonałymi przewodnikami którzy znają miasto od podszewki. Opowiadali nam historie o Mieście dla dzieci i dorosłych przyprawione osobistym doświadczeniem Jeśli nie macie  takiego szczęścia jak my, z papierowym przewodnikiem w ręce możecie przejść się naszym śladem. Spokojne , klasyczne  Zwiedzanie. Po odhaczeniu najważniejszych zabytków resztę pobytu, spokojnie można przeznaczyć na  szwędanie się.

emipolka_magda-9