Surfing Portugalia

portugalia_blog-23

O przygotowaniach i wyobrażeniach związanych z wyjazdem pisałam tutaj. O tym jak było….

Na początek rozprawię się z mitem, który głosi, że każda dziewczyna z deską wygląda bosko. Otóż, każda dziewczyna deską w Portugalii wygląda jak foka. Nie wiem czy są jakieś sposoby na to żeby wyglądać bosko w piance, ale ja ich nie odkryłam. Dodatkowo, po dwóch godzinach lekcji surfingu wygląda się jak truchło morświna na plaży w Ustce, co widać na zdjęciu poniżej. Nie możesz się ruszyć, bo boli cię każdy mięsień, mokra pianka ciąży niemiłosiernie, skóra pokrywa się czerwonymi plamami od słońca i soli. Dookoła pląsają wesołe portugalskie dziewoje toples i w stringach, a ty leżysz, pożerasz kanapkę i walczysz ze sobą.  Wybór pianki jako stroju do plażowania ma też swoje plusy. Po pierwsze bardzo trudno się w niej utopić. Po drugie nie trzeba dbać o linę przed wakacjami. Pianka skutecznie prasuje wszystkie wałeczki, biusty zresztą też. Sam sex. W sumie surfing to idealny sport dla bardzo wstydliwych albo bardzo religijnych kobiet.

Po tym nieco ponurym wstępie muszę oznajmić, że jestem absolutnie zakochana w surfingu i w Portugalii. Gdyby ktoś powiedział stara czy masz czas to spakowałabym się w dwie minuty. I bardzo chętnie dałabym się znowu wepchnąć do lodowatego oceanu, ciągnęłabym deskę przez fale, fale zalewały by mi oczy a stopy zmieniały się w kawałki mrożonego mięsa. Inne atrakcje, których dostarcza surfing to podtapianie, upadki, uderzenia głową w deskę, deski w głowę, głową w dno oraz piasek w oczach. No i rezultaty. Siniaki, otarcia, zakwasy, poparzenia słoneczne, guzy i jeszcze raz zakwasy.

I mimo tych drobnych niedogodności jest to najfajniejszy reset jaki ostatnio miałam. Ciągniesz sobie deskę, fale miotają deską i tobą (zazwyczaj w przeciwnych kierunkach). Ocean i niebo. Wiatr wywiewa Ci ze łba wszystkie miejskie bóle i lęki. Jedyne na co czekasz to następna fala i krzyk instruktora. Potem chwila walki i albo się uda stanąć albo po raz kolejny Cię skotłuje i będziesz się zastanawiać gdzie jest góra a gdzie dół i wtedy fala się cofnie i okaże się że stoisz po kolana w wodzie. To jest super.

Wieczorem możesz usiąść w barze, wypić piwo oglądając surferskie filmy o takich, co to się fal nie boją. Licytować się z innymi „prawie-czterdziestkami” na siniaki i „gdzie mnie boli”. I z pokorą przyjąć pełne wyższości spojrzenia potomstwa, które już drugiego dnia zachowuje się tak jakby się urodziło na fali z nożem na rekiny w zębach.

portugalia_blog-26

To było fantastyczne doświadczenie. Nie osiągnęłam co prawda żadnych oszałamiających efektów i nie sądzę żebym kiedykolwiek tańczyła na falach, ale zapanowałam nad własnym strachem. Otóż nie pływam zbyt dobrze i jeszcze trzy lata temu bałam się zanurzyć głowę, a do morza ku uciesze gawiedzi wchodziłam tylko w rękawkach albo z dmuchanym kołem. Serio. Był to rezultat wiecznych angin i zwolnienia z basenu w szkole, a potem już się zwyczajnie bałam wchodzić do wody. Więc po tych kilku dniach mogę powiedzieć Veni, Vidi, Vici ! (Chyba zrobię sobie taki surferski tatuaż ze skaczącymi dookoła delfinami )

O stronie praktycznej podboju Portugalii na desce z dziećmi w następnym odcinku.

Na koniec zapraszam do obejrzenia krótkiego poradnika.