Sobieszewo. Tam gdzie rosną dzieci.


To mój pierwszy post na zamówienie. Jakiś czas temu podpisałam cyrograf z Klubem Polki na Obczyźnie.  W ramach rozrywek klubowych powstaj cykle postów pisane przez emi-blogerki.  Pierwszym, do którego się zgłosiłam jest „Moje ulubione miejsce w Polsce”. Skoro się zgłosiłam, to piszę, chociaż trudno mi było zdecydować o czym napisać. W końcu odpowiedziałam zadałam sobie pytanie: Gdybyś kochana Anno wracała do Polski i mogła wybrać miejsce, w którym zamieszkasz to byłoby to…… No i już wiedziałam, o czym napiszę. Byłoby to Sobieszewo!

Jeden z pierwszych wyjazdow. 2007

Jeden z pierwszych wyjazdow. 2007

Do Sobieszewa trafiliśmy w banalny sposób. Dzieci, alergie, gorączki, astma i w końcu po setnej z kolei wizycie zdesperowany pediatra rzucił – no to może zmiana   klimatu. Sobieszewo polecił nam znajomy, który jeździł tam od lat zdradzając nam przy okazji sekret na wagę złota. Że na wyspie można wynająć dom, nowiutki, czyściutki bez dywanów i starych zasłon, a Ci „młodzi” którzy go wybudowali są bardzo sympatyczni. To było dziesięć lat temu. A od tamtej pory w Sobieszewie jesteśmy stałymi bywalcami. „Młodzi” okazali się bardziej niż sympatyczni i przez te dziesięć lat razem przeszliśmy do kategorii „tacy mocno po trzydziestce”. Były lata kiedy jeździliśmy tam bardzo często i na długo, czasami nawet na trzy tygodnie. Teraz ze względu na odległość bywamy rzadziej, ale na szczęście z Paryża do Gdańska lata Wizzair i staramy się tam wpaść chociaż dwa razy w roku.

Sobieszewo to wyspa. We wszystkich aspektach. Geograficznie i mentalnie. Wszystkie ważne sprawy, prace, zlecenia i cholera wie co, zostawiamy za mostem pontonowym, który łączy wyspę z lądem.

Od dziesięciu lat turkot kół na pontonowym moście i radosne piski dzieci obwieszczają tradycyjnie początek wakacji, majówki albo po prostu wolności. Czasami jest to tylko weekend, bo do Sobieszewa z wielkiej tęsknoty przylecieliśmy rok temu w połowie stycznia na dwa dni.

Dlaczego?

Bo w Sobieszewie nic nie musimy.

Relaks. Poza świętym spokojem nic Cię nie zaatakuje. Bo Sobieszewo, pomimo że formalnie jest dzielnicą Gdańska, jest oazą spokoju. Niewiele się tam dzieje, więc ryzyko, że jakiejś wątpliwej jakości polsko-nadmorskie atrakcje zaatakują  jest naprawdę niewielkie.  Nie musisz bić się o miejsce na plaży, a jeśli wybierzesz trudniejszą drogę przez las możesz mieć szczęście i będziesz miał swoją prywatną plażę. Nie ma żadnych nadmorskich deptaków, dyskotek, są za to dwa rezerwaty przyrody – ostoja pierzastych przyjaciół Ptasi Raj z najpiękniejszą dziką plażą i Mewia Łacha gdzie rok temu padł rekord i odpoczywały tam stada fok liczące nawet po 1oo osobników.

Jasne, że w lipcu w Sobieszewie też rozkładają się stragany, budy z goframi i Chińską tandetą. Ale połowa sierpnia to limit.  A koniec sierpnia jest już nasz. Las, ogniska nad stawem, wędzenie ryb, plaża i „kociołek”. Piwo Żywe, ogórki małosolne i słoneczniki ze straganów. Obiad w ogrodzie.  I widok przeszczęśliwych, brudnych, spuszczonych z miejskiej smyczy dzieci.

Bo w Sobieszewie dzieci rosną.

Zazwyczaj orientuję się, że Felek z Niną urośli oglądając zdjęcia z Sobieszewa i porównując je z latami poprzednimi. Rok po roku odkrywają tam dziką stronę życia. Często jeździmy w większym towarzystwie.  Powstają dziecięce watahy, Agencje Szpiegowskie, a ostatnio nawet zespół rockowy „Mocne Nuty”. Są zabawy z psami, kotami i…..żabami, hodowle kijanek, mrówek i wszystkiego co się da złapać. Eksploracja bunkrów, ganianie po lesie, no i nadmorska klasyka, budowanie tam, jeziorek i zbieranie bursztynów

 

Sobieszewo jest zaraźliwe. Zabieramy tam nasze rodziny i przyjaciół, są tacy którzy łapią bakcyla i wracają pomimo rytualnych narzekań, że korki, że znowu będzie wiało i ile to razy można to ognisko nad stawem palić. Mam nadzieję, że przynajmniej kolejne dziesięć lat.

Mój najwspanialszy dzień wakacji.

Któregoś roku, to był chyba 2010 rok, w którym nasza córka rozpoczynała szkołę. Spotkaliśmy się w Sobieszewie w ostatnim tygodniu sierpnia z przyjaciółmi, których córka szłą z Niną do tej samej klasy. Wszyscy właśnie wróciliśmy z egzotycznych-superwypasionych podróży po ciepłych krajach. Tydzień upłyną dzieciom na nauce rozpalania ognisk lupą, brodzeniu w błocie, paleniu patyków i robieniu gwiazd na plaży.

W pierwszych dniach września nauczycielka poprosiła dzieci o narysowanie „najwspanialszego dnia wakacji”. Na rysunkach rozpoznaliśmy charakterystyczny domek, staw ognisko i kalosze. Nie był palm, wysp i samolotów. To może wystarczy za komentarz.

I to by było na tyle. Pakuję się i dzisiaj, kiedy publikuję, ten post jestem już w drodze do Sobieszewa.  Ahoj przygodo 🙂

sobieszewo2014-124

Ps1. Sobieszewo ma oczywiście swoją historię (bardzo ciekawą zresztą) ma zabytki, ale to możecie odkryć sami kiedy wybierzecie się na Wyspę. Mój blog to nie wikipedia 😉

Ps2. Lektura na ten sezon „Pan Samochodzik i Wyspa Sobieszewska” Sebastiana Miernickiego.

Ps3. Ważnym atutem jest też bliskość Gdańska, kiedy naprawdę leje miło jest wybrać się do kina, muzeum, galerii czy do Centrum Hewelianum.

Ps4. Karnet z przydatnymi adresami juz za tydzien.pojawi sie wkrotce

 Wakacyjny projekt dedykujemy akcji “AUTOSTOPEM DLA HOSPICJUM” – Przemek Skokowski wyruszył autostopem z Gdańska na Antarktydę, by zebrać 100 tys. zł. na Fundusz Dzieci Osieroconych oraz na rzecz dzieci z Domowego Hospicjum dla dzieci im. ks. E. Dutkiewicza SAC w Gdańsku. Na chwilę obecną brakuje 35 tys. Jeśli podoba Ci się nasz projekt, bardzo prosimy o wsparcie akcji dowolną kwotą. Więcej info tutaj