Rozpoczęcie Roku Szkolnego jednym słowem-La Réntree.

La Rentrée czyli początek roku szkolnego. Czasami odnoszę wrażenie że rok kalendarzowy też zaczyna się we Francji tego magicznego dnia. Gazety są pełne porad jak możemy zmienić swoje życie zaczynając właśnie od „la rentrée”, w magazynach sesje zdjęciowe inspirowane modą szkolną, w księgarniach zalew rodzinnych agend liczących czas od września do września. To dzień w którym należy zapomnieć o wakacjach i z podniesionym czołem stanąć oko w oko z nowym rokiem szkolnym. Dotyczy to oczywiście tylko uczniów, ich rodziców, nauczycieli, opiekunek, trenerów czyli przynajmniej połowy społeczeństwa.

Do już drugie rozpoczęcie roku szkolnego moich dzieci we Francji. Tym razem wszystko poszło jak po maśle. Po prostu zabrały plecaki, przeszły na drugą stronę ulicy i zniknęły w czeluściach szkoły. W porównaniu z poprzednim rokiem-bajka, bowiem „la rentrée” 2012 było raczej tragifarsą.

La Rentrée 2012
Zajęcia zaczynały się czwartego września. Dzień wcześniej na budynku szkoły do której złożyliśmy dokumenty zostały wywieszone listy klas. Oczywiście bez nazwisk  naszych dzieci. Dwa poprzednie miesiące upłynęły nam na próbach załatwienia formalności. Taka typowa francuska zabawa: nie możesz zapisać dziecka do szkoły bo nie masz numeru z CAF, nie masz numeru z CAF bo nie masz numeru z Securite, nie masz numeru z Securite bo dziecko nie chodzi do szkoły. Jest to rodzaj gry której zasady przyswaja się jednak dosyć szybko, chociaż trzeba porzucić próby zrozumienia i postawić na ośli upór.
Więc dzień przed „bardzo ważnym dniem” nie wiedzieliśmy czy nasze dzieci są do jakiejkolwiek szkoły zapisane. Staliśmy przed budynkiem, czytając list po raz czwarty i zastanawiając się co teraz?
Tak zastał nas „le gardien” czyli człowiek w funkcji naszego woźnego połączonego z administracją „i wszystkim co jest ważne w szkole” a jak się później okazało także „drugi po Bogu”. Powiedział żeby się nie martwić, że umówi nas jutro na spotkanie z dyrektorem i „się zobaczy”.
Następnego poszliśmy z naszą pięknie wystrojoną córką na rozpoczęcie roku którego nie było. Dzieci ubrane w podkoszulki po prostu weszły do klas. My czekaliśmy na mityczne spotkanie uzbrojeni w różnego rodzaju dokumenty i zaświadczenia. W głowie układałam sobie okrągłe francuskie zdania a dziecko coraz bardziej zlewało się kolorem twarzy z irracjonalnie białą bluzką z żabotem.
Dyrektor przyszedł po 40 min, powiedział że skontaktował się z Maison de la Famille i że zabiera Ninę na lekcje. Zdołałam tylko powiedzieć że moje dziecko nie mówi po francusku. Na co dyrektor odpowiedział „No trudno, to się nauczy”. Wtedy twarz córki ostatecznie przybrała kolor zielony. W tym czasie dziecko drugie leżało w domu z czterdziestostopniową gorączką i ostatecznie zaczęło rok szkolny od pierwszej wizyty na izbie przyjęć pobliskiego szpitala.

La Rentrée 2013
Dzisiaj było bardzo spokojnie. Bez białych bluzek, słów o tym jak nienawidzą Francji i skwaszonych min, przychówek w dżinsach i trampkach pomaszerował do szkoły ciągnąc za sobą wypchane tornistry na kółkach.