Poczytaj mi mamo, poczytaj mi tato – o terrorystach.

Cel: Teraz to wszystko, czego się samemu nie rozumie, trzeba wytłumaczyć dzieciom. I to zrobić szybko. Dzisiaj lekcje skończyły się w południe. Jutro na przerwach rozpoczną się dziecięce „wiadomości”. Jeden opowie co widział w telewizji, drugi o czym tata rozmawiał przez telefon.

W regionie ogłoszono najwyższy stan zagrożenia atakiem terrorystycznym więc na ulicach będzie więcej policji, w metrze wojsko.  Dzieci złożą to w jedną wersję karmioną strachem.
A wszyscy się trochę boją. Boją się, że to początek, że będzie dalszy ciąg. Boją się, że to koniec, że dziennikarze zaczną się bać. Boją się, że Front Narodowy zacznie nakręcać spiralę nienawiści.

W 2010 roku, w kwietniu  dzieci z którymi prowadziłam zajęcia plastyczne zaczęły rysować samoloty. Bardzo różne, w ogniu, zjadane przez potwory, wojny samolotów z UFO, takie w kropki i samoloty w otoczeniu wojska. Jeden z chłopców narysował kilkanaście trumien w ogrodzie.
Tak odreagowywały sytuację w którą my, dorośli, dorosłe media i inne dorosłe „rzeczy”, je wmanewrowaliśmy. Z pozbieranych szkiełek składały krzywe zwierciadła, w których odbijała się zdeformowana rzeczywistość.

Dlatego dzisiaj to ja poinformowałam moje dzieci o tym co się wydarzyło niedaleko naszego domu. Jaką wersję przyniosą jutro ze szkoły okaże się po szesnastej.

Teraz muszę im jakoś wytłumaczyć dlaczego ktoś rozstrzelał wesołków.