Lekcje Madame Chic – czyli ile jeszcze bzdur można napisać o Paryżu.

Lekcje Madame Chic – czyli ile jeszcze bzdur można napisać o Paryżu.

Napiszę od razu, że jest to recenzja niepełna. To nowe pojęcie w dziedzinie krytyki literackiej. Książkę przeczytałam na razie po angielsku, i chociaż jej poziom skomplikowania odpowiada moim zdolnościom czytania w tym języku, czyli wystarczy aby zorientować się z jakim stekiem bzdur mamy do czynienia, istnieje jednak możliwość, że jakaś głęboka myśl mi umknęła.

Nie wiem co amerykanie biorą przed podróżą do Francji, ale używając wyświechtanego żartu chcę znać numer tego dilera.
Książka to zbiór…. nawet nie chce mi się pisać czego. Trochę fantazji, trochę oczywistości, nie wiem, może to amerykanie tak bardzo potrzebują instrukcji obsługi do wszystkiego, że nie omija to także ogólnie pojętego „życia”.
Jest to po prostu kolejny poradnik jak to zostać Francuzką ( dlaczego zawsze Francuzką?)
Utwór w moim osobistym rankingu dzieł o Francji i Francuzach, zajął miejsce między epokowym filmem „Barbi w świecie mody” z 2010 a moim pamiętnikiem z pierwszej wycieczki do Paryża w wieku lat szesnastu.
Znalazłam tylko jedno zastosowanie dla tego dzieła. Może być idealnym prezentem dla koleżanki z pracy typu „wredna zołza”, której mąż jest „ksiągowym-harleyowcem” i na pewno ucieszy się z pomysłu „pykania” fajeczki w garniturku i kapciach po kolacji złożonej ze szparagów i ziemniaczka, lub dla wścibskiej sąsiadki, która po trzeciej ciąży nie może zgubić 20 kilogramów. Dla tej ostatniej koniecznie z satynowo-koronkowymi majtami rozmiar 36 , takimi w jakich zawsze sypiają Szik Madamy.
Jeśli ktoś jednak ma potrzebę czytania poradników, to polecam z całego serca Irenę Gumowską i jej „My i nasz dom: kultura życia codziennego”, „Obiad w trzydzieści minut” – wszyscy znamy „plagiat” Jamiego Oliviera 😉 i oczywiście kultową dla pokolenia lat siedemdziesiątych „Księgę nastolatków”. Wesołe książki, przy których można uronić łezkę.
Ps1. Przez całą lekturę na postać Madame Chic nakładał mi się obraz „szikownej” koleżanki z czasów liceum, która poprosiła kiedyś żeby opisać jej, jakie to jest uczucie jak się „puszcza wiatry”, bo ona tego jeszcze nigdy nie robiła. Taka była elegancka.  Wypisz, wymaluj Madame Chic.
Ps2. Cały czas mam jednak nadzieję, że gdzieś, pewnie na wschodnich przedmieściach Paryża, powstaje jakiś „Zwrotnik Raka”.
Ps3. „Peesy” jest to forma której nadużywałam w moim „Wiekopomnym Pamiętniku z Pierwszej Wycieczki do Paryża”. Kiedyś opublikuję też to dzieło. Dziś nawiązałam do jego formy literackiej.
Chaos i „peesy”!