Książki, karabiny i co na to Astrapi.

Od styczniowych zamachów minął miesiąc. Przez Francję przetoczyły się manifestacje, były minuty ciszy i wspominki w mediach. Teraz zaczął się czas stawiania pytań.

Z teatru, w którym właśnie wystawiono premierę szekspirowskiego dramatu, kraj zamienił się w Teatr Miejski finansowany z budżetu, w którym na kilku scenach wystawiane są sztuki różnego sortu. Francja ma nawet swojego Macierewicza. Jean-Marie le Pen, były prezydent Frontu Narodowego, a obecny poseł do Parlamentu Europejskiego, ogłosił, że atak na Charlie Hebdo wydaje się być dziełem tajnych służb. Na komisję śledczą we Francji raczej nie liczę.

Manifestacje, potrzeba gromadzenia się, jedność narodowa – czasami tylko deklarowana, czasami rzeczywista – to miałam okazję obserwować w Polsce podczas żałoby po JPII, czy po wypadku samolotu prezydenckiego. Potem płynne przejście i dociekania, szukanie winnych, liczenie tych którzy poszli i tych których nie było. Kto płakał po ……. (wstaw odpowiednie), a kto nie płakał po …….(wstaw odpowiednie) i kto na tym zarobił.
Dlaczego w niektórych szkołach młodzież zakłócała minutę ciszy? Kto zawinił? Rodzice, młodzież, nauczyciele, a może sama minuta ciszy, która była niepotrzebna?

Po śmierci w katastrofie posła Gosiewskiego dwie jego żony, była i aktualna, prześcigały się w tym, która jest większą wdową. We Francji Jeannette Bourgab płacze w telewizji po śmierci swojego kochanego Charba, po czym jego brat i rodzina dementują, że nie była jego dziewczyną. To wszystko, plus tajny spisek służb specjalnych, rysuje obraz już kiedyś widziany.

Są jednak rzeczy które, zaskoczyły mnie bardzo i uświadomiły mi jak bardzo różną się dwa kraje między którymi przyszło mi się w życiu pałętać.

Pośrednim skutkiem zamachów był wzrost czytelnictwa. Trwoga w Polsce wypełnia kościoły, we Francji wypełniła księgarnie.
Po jakie książki sięgają czytelnicy? Jak woda idą publikacje o islamie, kulturze muzułmańskiej i Koran.
Czego szukają? Jak twierdzi jeden z paryskich księgarzy, którego wypowiedź słyszałam wczoraj w France Info, ludzie pytają o książki opisujące źródła religii i kultury muzułmańskiej, szukają wiedzy, która pozwoli im łatwiej zrozumieć to, co się stało. Chcą zrozumieć.

Znacznie też wzrosła sprzedaż „Traktatu o tolerancji” Woltera. Tylko w ciągu dwóch dni po manifestacjach 11 stycznia z półek zniknęło 5000 egzemplarzy, a w kolejnym tygodniu musiano dodrukować 20 000 egzemplarzy, żeby uzupełnić zapasy w księgarniach. Jak na książkę która została napisana 250 lat temu sukces zaskakujący. Jednak jest to tekst, do którego powstania impulsem była zbrodnia na tle religijnym. Zginął protestant, oskarżony przez katolików o zamordowanie swojego syna, który rzekomo chciał się nawrócić na katolicyzm. Wolter doprowadził do rehabilitacji, pośmiertnej niestety, biednego kupca, a historia stała się pretekstem do napisania traktatu. Warto przeczytać, żeby zrozumieć lepiej podstawy na jakich zbudowana jest kultura francuska i to, dlaczego we Francji wolno rysować ohydne obrazki z bogami i kapłanami, a co gorsza można je też drukować.
Uwaga na język, ma to jednak 250 lat i jest nieco bardziej zawiłe niż teksty na Twiterze.

„W żadnym razie prawo ludzkie nie może się opierać na czymś innym niż na prawie natury. Zasadą wielką, zasadą powszechną obu praw jest na całej ziemi: „Nie czyń drugiemu, co tobie niemiło”. Otóż nie widać sposobu, aby w zgodzie z tym prawem jeden człowiek mógł powiedzieć do drugiego: „Wierz w to, w co ja wierzę, a w co ty wierzyć nie możesz; inaczej zginiesz”. Tak się mówi w Portugalii, w Hiszpanii, w Goa. Obecnie w niektórych krajach poprzestaje się na tym, że się mówi: „Wierz albo cię znienawidzę. Wierz albo wyrządzę ci wszelkie zło, na jakie się będę mógł zdobyć. Potworze, nie wyznajesz mojej religii, nie masz przeto żadnej religii. Niechże cię mają w ohydzie twoi sąsiedzi, twoje miasto, twoja prowincja”.
Jeżeliby takie postępowanie wynikało z prawa ludzkiego, Japończyk nienawidziłby Chińczyka, Chińczyk zaś miałby odrazę do Syjamczyka. Ów prześladowałby Gangarydów, a ci rzuciliby się na mieszkańców Hindostanu. Mongoł wydarłby serce pierwszemu z brzegu Malabarczykowi, którego by napotkał. Malabarczyk mógłby udusić Persa. Pers mógłby zarżnąć Turka, a wszyscy razem rzuciliby się na chrześcijan, którzy tak długo pożerali się wzajemnie..” (Wolter Traktat o tolerancji)

Kolejny bestseler już żadnym zaskoczeniem nie był. Nowa powieść Houellebecq’a „Soumission” to wizja Francji w 2022, której prezydentem zostaje muzułmanin, a pierwsza córa kościoła staje się państwem wyznaniowym, w którym obowiązuje szariat. Książka ukazała się 7 stycznia, czyli w dniu zamachu na Charlie Hebdo i sprzedała się już w ponad 155 000 egzemplarzy. Stosunek autora do Islamu nie jest tajemnicą, zdarzało mu się nawet nazwać islam najgłupszą religią świata, a o islamofobię oskarżają go nie tylko muzułmanie.
I tak od zemsty za bluźnierstwo, przez pragnienie zrozumienia i szukanie źródeł wolności słowa (w wydaniu francuskim) do bluźnierstwa wracamy. Taka jest Francja.

I ostatnia uwaga o słowie pisanym. Felek abonuje Astrapi, dwutygodnik  dla dzieci w przedziale 7-11 lat,  chyba bez analogii na polskim rynku, może podobny do tego czym kiedyś był Świat Młodych. Do numeru, który znaleźliśmy w skrzynce w połowie stycznia, dołączona była karteczka której zdjęcie znajduje się nad tym teksem. Proste, spokojnie odpowiedzi na pytania dotyczące tego co się wydarzyło.  Co się wydarzyło? Kim są zamachowcy? Dlaczego zabili rysowników? Co robić? Czy masz powody żeby się bać?
Przykład dobrej praktyki, deska ratunku dla nas, rodziców, od których dzieci oczekują odpowiedzi, których sami nie możemy znaleźć

Możesz się bać, masz do tego prawo, to jest naturalne jeśli wydarzy się coś takiego, ale nie duś w sobie strachu i rozmawiaj o tym, radzi Astrapi.