Ja,deska i Portugalia. Wakacje.

deska

Co robi kobieta w wieku balzakowskim z deską? Prasować nie potrafi, jakoś nie wykształciła się w niej ta umiejętność, pewnie z powodu kilkunastu lat tułania się po stancjach, akademikach i wynajętych mieszkaniach, gdzie jakoś żelazko nie było nigdy przedmiotem pierwszej potrzeby.

Otóż kobieta postanowiła nauczyć się surfować. Decyzja o tym, gdzie w tym roku spędzamy urlop, podjęta została spontanicznie w czasie rozmowy przez skype z naszą Warszawską Wakacyjną Drużyną (czyli z tymi biedakami, którzy co roku męczą się z nami w wakacje), w czasie której chcieliśmy oznajmić, że wakacje w tym roku są u nas, we Francji. Spokojnie powłóczymy się po muzeach i będziemy piknikować nad Marną. Będzie taniej i spokojniej. Żadnych kajaków-siniaków w Ardeche, wypraw do włoskich wiosek, o których istnieniu nie wiedzą najstarsi Włosi i tym podobnych atrakcji. Po piętnastu minutach szukaliśmy miejsca, w którym nauczą nas surfować, no po prostu jak to mówi Brice de Nice – szukaliśmy Fali.

Raz kozie śmierć. Teraz w punktach, bo muszę się jeszcze spakować.

Marzec

Znaleźliśmy miejsce – Portugalia.

Znaleźliśmy szkołę surfingu – jak się uczyć, to od fachowców.

Entuzjazm sięga zenitu.

Snujemy plany jak to będziemy trenować przed wyjazdem.

Ja snuję plany jaki podwodny aparat kupić, żeby uwiecznić moment kiedy pożre mnie rekin.

Kwiecień

Frakcja warszawska ćwiczy. Przez skype pokazują jak robią pompki. Dobrze że przez skype nie można kogoś udusić.

Przemek biega częściej, ja myślę o tym, żeby biegać częściej.

Wszyscy oglądamy piękne filmy pokazujące sztuczki surferów z różnych stron świata na You Tube.

Entuzjazm mi spada. W życiu nie stanę na desce i w dodatku nie mam takich pośladków jak te niunie na filmach.

Przeglądam blogi lajfstajlowe o surfowaniu. Na jednym czytam, że z deską każda dziewczyna wygląda bosko. Mam nadzieję, że to dotyczy też tych w okolicach czterdziestki.

Maj

Przemek biega codziennie, ja jednak zaczynam biegać częściej.

Byłam na basenie. Dochodzę do wniosku, że nie pływam lepiej niż rok temu i jeśli nie zje mnie rekin, to na pewno się utopię.

Kupuję koszulkę Roxy. +10 do wyglądu starego surfera. Potem czytam, że Roxy i Quicksilver jest dla lamerów. No cóż, za rok zrobię sobie koszulkę z napisem lamer, bo coś okazuję się nim być w wielu dziedzinach życia (o byciu blogerem-lamerem tutaj)

Czerwiec

Frakcja Warszawska mówi, że w Portugalii nie ma rekinów i że w piance nie można się utopić. Może jednak przeżyję.

Kupuję „podwodny” aparat „shock resistant””, „waterproof” i inne tam pancerne funkcje, polecany dla różnej maści sportowców, Olympus TG4.

Apartat okazuje się nie być „Feliks resistant” i po dwóch godzinach ma pęknięty ekran.

Jadę do FNAC i z płaczę, że na pewno musiał być wybrakowany, bo przecież taki aparat się nie mógł się tak łatwo potłuc. Miły pan mówi, że to pierwszy raz kiedy ktoś im przynosi uszkodzony TG i… wymienia mi na nowy pod warunkiem, że wykupię gwarancję.

Biegam trzy razy w tygodniu.

W czasie próby zrobienia pompki rozbijam nos.

Nie oglądam już filmów na You Tube. Oglądam Barbie-Syrenka i Brice de Nice. Coś na moim poziomie surfowania.

Na basenie robimy „generalną próbę aparatu” nagrywamy podwodne filmy. Przy okazji okazuje się, że Felek umie nurkować. Rok temu bał się zanurzyć głowę w basenie.

Francuscy kontrolerzy lotu ogłaszają strajk. Na 2-3 lipca nie biorąc pod uwagę tego, że mamy bilety kupione na trzeciego właśnie.

Opracowujemy inne strategie dotarcia do Lagos. Wszystkie są beznadziejne i zajmują strasznie dużo czasu.

Piszę na fanpage związków zawodowych, że zepsuli mi wakacje i że podam ich do sądu. Nie jestem jedyna.

Związki odwołują strajk. Pewnie ze strachu przed procesem 😉

Robię sobie zdjęcie z deską do prasowania żeby było śmiesznie.

Pakujemy się i lecimy. Dzisiaj o 20:00 ! Nie zatrzyma nas ani strajk taksówkarzy, ani nie działająca z powodu upału komunikacja miejska.

bom dia e Portugal (translator mówi że to po portugalsku)

 

Ps. Wpis dedykuję Warszawskiej Drużynie Wakacyjnej. Do zobaczenia jutro!