Diner en Blanc 2015 / Biała dekadencja

diner_2015-40O tym, czym  jest i jak wygląda od strony technicznej Diner en Blanc pisałam rok temu tutaj. Biała Kolacja – Białe Szaleństwo w rozgrzanym do białości czerwcowym upałem Paryżu. Zaczyna się kilka dni wcześniej nerwowym przetrząsaniem garderoby w poszukiwaniu białego stroju. Dzień przed uświadomiłam sobie, że biała sukienka, którą nabyłam w zeszłym roku, nie wytrzymała (cóż za niespodzianka) prania w 60 stopniach i skończyła jako praktyczna, koronkowa ściereczka kuchenna. Krótki rajd po sklepach w naszej „wsi” upewnił mnie w przekonaniu, że w białym kolorze dostępne są fasony albo paskudne albo ślubne. W końcu udało mi się nabyć sukienkę, którą dziecię me nazwało ładną koszulą nocną. W tej to koszulinie i wyjmowanych raz w roku z pudła śnieżnych butkach, w okrutnym upale ruszyliśmy (wraz z jaśniejszą wersją mojego małżonka) metrem na miejsce zbiórki.

Dla naszej grupy był to bulwar des Sablons. Powoli, do trzech autobusów spływały chmury ubranych na biało ludzi. Jaszcze przed godziną szaro-granatowe paryskie Kopciuszki, teraz biali od stóp do głów, pakują do bagażników trzech autobusów niezbędne do eleganckiego piknikowania sprzęty. Ostatnie chwile wypełnione nerwowym oczekiwaniem czy na pewno wszyscy zdążą, odbieranie dziesiątego telefonu „Tak już jestem…tak mam stolik”. Próby zmiękczenia organizatorów „błagam, proszę jeszcze dwie minuty, mąż już biegnie, właśnie wysiadł z metra”. Po godzinie zbiórkowego chaosu w końcu wszyscy znaleźli się w naszych trzech Karetach i ruszyliśmy w nieznane. Dosłownie, ponieważ zasada jest taka, że biesiadnicy do ostatniej chwili nie wiedzą gdzie Biała Kolacja będzie miała miejsce. Zaraz po zamknięciu drzwi, w atmosferze szkolnej wycieczki rozpoczęło się zgadywanie gdzie jedziemy. Po chwili minęliśmy Łuk Tryumfalny i jasne stało się, że nie będzie to mocno obstawiany Wersal. Na Polach Elizejskich do wesołej kompanii dosiadła się Rzeczywistość. Poproszono nas o zasłonięcie zasłonek w autobusie, żeby do ostatniego momentu utrzymać w tajemnicy miejsce do którego zmierzamy. W Paryżu cały czas podniesione jest bowiem ryzyko ataku terrorystycznego, przez co Diner en Blanc jest w teorii jeszcze bardziej nielegalny niż zazwyczaj. Co prawda nie do końca wiem, w jaki sposób miałoby to przeszkodzić ewentualnym terrorystom w wysadzeniu nas w powietrze, ale zasady to zasady. Po dojechaniu na miejsce między białymi tłumami można było dostrzec uzbrojonych żołnierzy których obecności rok temu nie zarejestrowałam wcale. Tak to w mojej głowie Bal u Księcia zamienił się w bal na Titanicu, równie piękny, ale doprawiony sporą dawką dekadencji. Sunąc powoli przez zakorkowane miasto , powoli zbliżaliśmy się do jego serca, nie jedynego zresztą. Paryż, jak wszyscy Francuzi, nie jest stały w uczuciach więc serc musi mieć wiele. Kareta zatrzymała się przed  Palais-Royale.

diner_2015-3

13 000 ludzi (sic!) błyskawicznie opuszcza autobusy, wyjmuje z bagażników stoły, krzesła i koszyki z dobrami wszelakimi i niekończącą się białą rzeką płynie na miejsca, w których zgodnie z wcześniej otrzymanymi planami ma rozstawić swój stół. Pamiętajcie, że wszystko ma być prawdziwe. Żadnych papierowych talerzy, plastikowych kubków. Na stołach w błyskawicznym tempie rozkładane są  obrusy, świece i białe bukiety. Strzelają korki szampana. Właściwie nie dzieje się nic poza tym, że tysiące ludzi ubranych na biało jedzą razem kolację. Gra muzyka, znowu strzelają korki, płoną sztuczne ognie. Co jakiś czas przez tłum przejdzie szaro-paryski student z wypisanym na twarzy „a ja mam was daleko. Siądzie na metalowym krześle przy fontannie i wbije wzrok w swój ekran.

Bal toczył się w swoim rytmie, może w mniej urokliwych scenografiach niż rok temu(ach! te mosty nad Sekwaną i migocząca nad nami Wieża) jednak brak szerokiej perspektywy wynagrodziła nam boska muzyka.  W Ogrodach w których biesiadowanie przypadło nam w udziale grały zespoły z sekcjami dętymi, do których nie ukrywam, mam szczególną słabość. Dam się za trąbki posiekać.  A te grały wyjątkowo dobrze.

Pierwsze zdjęcie zrobiłam w trakcie rozkładania stolików o godzinie 21:18 na jednym z ostatnich o godzinie 00:12 siedzimy grzecznie w autobusie, który odwozi nas na miejsce z którego wyruszyliśmy

Minęły trzy beztroskie, białe godziny wypełnione muzykę, dobrym jedzeniem, tańcem i doprawione szampanem. W Pałacu Królewskim. Przeżyliśmy, Titanic płynie dalej.

I ja tam byłam, miód i wino piłam i możecie to wszystko zobaczyć na filmie, nawet.